Dziecko 1

IronMario

Dziecko 1

                                             WIERNOŚĆ W NIEWIERNOŚCI

                                                                 Tom  2     

                                                    ––– Dziecko –––                                     



Witajcie, mam na imię Karolina.

Chciałabym, abyście mi pomogli w życiowych wyborach, bo od kilku miesięcy stoję na rozdrożu miłości, obowiązku oraz pragnień i nie wiem, czy droga, którą mnie kusi jest dobrym wyborem?
Do tego właśnie teraz jestem w najgorszym i jednocześnie najważniejszym miejscu swojego życia, i… zwyczajnie się boję.
Mam plan, który powinien dać mi szczęście, oraz spełnienie mojemu mężowi, tylko, że ciągle zastanawiam się, czy moje marzenia są na tyle ważne, aby to zrobić?
Ponadto boję się konsekwencji, więc pomyślałam, że jeśli z Wami porozmawiam, to może nie zostanę sama?
Mam nadzieję, że pcha mnie do tego uczciwość i wewnętrzna dobroć, oraz miłość do mojego męża Marka, ale i również wiem, że jest to niespotykane wyjście i wybieram je wbrew logice.
Proszę więc, nie oceniajcie mnie od razu, tylko… dajcie szansę na wytłumaczenie.
I bądźcie ze mną, okażcie cierpliwość oraz empatię, a potem możecie mnie znienawidzić, albo… polubić.

                                                                Rozdział 1

Jestem młodą mężatką, a mój Marek jest moim pierwszym i jedynym facetem w życiu.
Znamy się z ogólniaka, bo chodziliśmy do tej samej klasy, tylko, że on był wtedy klasowym kujonem, a ja zakompleksioną dziewczyną z bidula, w nieco za dużych ciuchach i byle, jakiej fryzurze.
Na dodatek nie miałam wtedy pieniędzy i ogólnie trzymałam się na uboczu, więc… byłam wiecznie wytykana palcami.  
– O, to ta… z domu dziecka. 
– Pewnie kradła…?
– Albo starzy jej nie chcieli?

Prawda była dużo bardziej  prozaiczna, po prostu moi rodzice zginęli w katastrofie i zostałam sama.
Niestety, ale takie teksty często słyszałam i wtedy, dla równowagi umysłu, uciekałam w świat kolorowych baśni i wyobrażałam sobie, że kiedyś mój los się odmieni i ja również dostanę szansę na ciekawe życie.
Dlatego,  przez wiele lat książki były nie tylko moją jedyną odskocznią od bidula i szkoły, ale również kształtowały mnie i uczyły, że czasami warto poświęcić nawet siebie, dla dobra najbliższych.
Mojego Marka poznałam przez przypadek, bo w klasie był zwyczaj, że, gdy ktoś zachorował, to wybierało się osobę, która zaniesie mu lekcje.
A, ponieważ on chorował często, to i często trzeba było go odwiedzać.
Oczywiście wiedziałam, że i tak będą chcieli to na mnie zwalić, więc… dla spokoju, sama się zgłaszałam na ochotnika.
I myślę, że wtedy to się stało… otóż… mój mózg połączył dwa odrębne uczucia… uległości i… czynienia dobra.

Na początku wmawiałam sobie, że sama tego chcę, bo jestem porządnym człowiekiem i trzeba innym pomagać, tylko, że po czasie zauważyłam, iż zaczęło mi to sprawiać, dość dużą przyjemność.
Powiem nawet więcej… ta dziwna gra uczuć, ich poleceń i stawianie mnie w sytuacji bez wyjścia, z czasem zaczęły wyzwalać nawet euforię.
I wiem, że być może szukałam zwyczajnej akceptacji swojego pochodzenia,  niemniej…  robiłam to i czułam się wspaniale.
A potem zrozumiałam, że nie tylko dawało mi szczęście, ale i w jakimś sensie ukształtowało moją psychikę.

Teraz czas na pierwsze nasze spotkanie…
Pamiętam to jak dziś, gdy weszłam do jego pokoju, a on się zapytał…
– Ty jesteś kostucha?
– Co? 
– Pytam, czy przyszłaś mnie zabrać do nieba? 
– A dlaczego?
– Bo na piekło, to chyba jestem za młody?

W pierwszym momencie nie wiedziałam, co odpowiedzieć, ale potem roześmiałam się, widząc jego szelmowski uśmiech.
I od razu go polubiłam, bo nie poniżył mnie jak inni, tylko potraktował jak normalną koleżankę.
Zaczęliśmy się więc… jakby spotykać i to nie tylko z powodu lekcji, ale i ze zwykłej przyjaźni.
A, że Marek miał bardzo bujną wyobraźnię, to prawie codziennie  opowiadał mi niesamowite historie, które rozbrajały i czarowały mój smutny świat.

Dlatego… będąc z nim, czułam się tak samo, jakbym nadal czytała swoje książki i choć świat, do którego mnie zabierał, był nieosiągalny, to ja i tak byłam szczęśliwa.
Wtedy też, pierwszy raz poczułam, że mam małą namiastkę rodziny, i że z tym człowiekiem mogłabym pójść przez życie.

Po skończeniu szkoły ja wybrałam literaturę, którą kochałam i rozumiałam, a on swoją chemię. Oczywiście… w tym samym mieście, więc nadal się przyjaźniliśmy i spotykaliśmy, aż stało się.
Na moich urodzinach, w przypływie emocji, pocałowałam go i kilka minut później… nasze uczucie wybuchło tak mocno, że pod koniec roku, poprosił mnie o rękę.
Oczywiście nie wahałam się ani chwili, bo nareszcie życie zaczęło iść tymi torami, na które czekałam, a dodatkowo byłam dumna z niego, że nie wstydził się dziewczyny z bidula.

Po ślubie, niestety… znalazłam pracę jedynie jako korektorka w bardzo regionalnej gazecie, ale na szczęście… jego umysł dał nam stabilizację.
Bo jako zdolny chemik, już po dwóch latach został kierownikiem działu w swoim zakładzie.

I znowu byłam z niego dumna, szczególnie, że nasi koledzy ze szkoły średniej… nadal kopali piłkę, na tym samym szkolnym boisku i do tego, z własnymi dziećmi…
No właśnie…

To jest główny temat mojego opowiadania… dzieci.
No bo… po dwóch latach małżeństwa, my ich ciągle nie mieliśmy. A, na domiar złego, koleżanki tylko mnie dobijały mówiąc, że z takiego chłopa, to raczej już ich nie da.
I wtedy przypomniało mi się jego dzieciństwo i te jego wszystkie choroby, włącznie z pobytami w szpitalu.
Tylko, że ja… bardzo chciałam je mieć, bo po stracie rodziców, to one właśnie dałyby mi poczucie pełnej rodziny.

Postanowiłam więc o nie zawalczyć.
Najpierw poszłam do lekarza, ale on… uspokoił mnie słowami, że jestem całkowicie płodna i to mąż powinien się przebadać.

Pewnie nie zrozumiecie, ale nie mogłam mu tego powiedzieć, bo po pierwsze, nadal był dość chorowity, a po drugie, to on… coraz bardziej naciskał na ciążę mówiąc, że będziemy mieć wiele dzieci…
Więc… jak mogłam go dobić, mówiąc mu, że to jego wina?
No jak…?
Przecież wtedy nasza rodzina mogłaby się rozpaść… i znowu zostałabym sama.
O nie… on był za dobry dla mnie, a ponadto moja miłość na to nie pozwalała, więc… kochaliśmy się, kiedy miałam środek, a potem… nawet w każdy dzień tygodnia.
Tylko, że nadal nic.

Oczywiście… koleżanki zazdrościły mi ilości zbliżeń, ale po pewnym czasie, nasze emocje zaczęły… zwyczajnie opadać.
Co prawda, z literatury znałam pojecie seksualnego uniesienia i czasami rozmyślałam o tym, ale dla mnie wtedy najważniejsze było tylko poczęcie.
Do tego byłam prostą dziewczyną i jego seks po katolicku w zupełności mi wystarczał.
Niestety, czas mijał, a dzieci, jak nie było, tak nie było.

Po jakimś czasie kochaliśmy się jedynie raz na miesiąc, często nawet nie rozmawiając ze sobą… a potem on sobie odpuścił.
Skupił się na pracy i praktycznie nasz seks umarł śmiercią naturalną, bo trzy razy do roku, to nic.

Pomyślałam wtedy, że może weźmiemy malucha z domu dziecka, ale, gdy dowiedziałam się, że same procedury trwają nawet sześć lat, to mi się odechciało.
Chciałam być w ciąży tu i teraz, a jego smutek… bolał mnie coraz bardziej.
A, gdyby miało się nam nie udać, to chyba umarłabym z rozpaczy.
Dlatego więc kładłam się z tą myślą spać i rano się z nią budziła.

                                                                *******

Nie wiem, kiedy to przyszło mi do głowy, czy to był artykuł w gazecie, czy myśl w książce?
Ale… postanowiłam znaleźć faceta, który… zrobi mi dziecko.
Raz i bez konsekwencji.
I nawet nie potraktowałam tej myśli w kategorii zdrady, bo tak bardzo kochałam swojego męża, że nawet fakt zajścia w ciążę z obcym facetem, nie był w stanie tego zmienić.
A na dodatek, ta… ciągła myśl o dziecku dosłownie mnie… opętała i to tak, że nie istniał żaden inny świat. 
I to do tego stopnia, że łapałam się na tym, iż w markecie gapię się na krocze jakiegoś faceta i fantazjuję o jego nasieniu w sobie.

A potem… było mi wstyd, bo z czasem… wydawało mi się, że wszyscy dookoła wiedzą, że szukam kochanka. 
Przepraszam… nie kochanka, tylko obcego od początku do końca, który mnie zapłodni i zniknie.
Niestety, ale gdy rozglądnęłam się, powiedzmy po okolicy i nie znalazłam nikogo, to wpadłam w panikę.
Przecież, nie będę szukać na mieście i się pytać, czy ktoś ma ochotę mnie zapłodnić?
Oczywiście… czułam jak ucieka mi czas, a z jego upływem, narastała we mnie żałość i szaleństwo macierzyństwa.

Aż stało się.
Do dziś pamiętam dzień, gdy szef przedstawił nam nowego kierownika.
Był niemożliwie przystojny, dobrze ubrany, miał nienagannie ułożone włosy i ten dziwny błysk w oku.

Więc… gdy spojrzałam na niego, to nagle zaczęło brakować mi powietrza, nogi zrobiły się miękkie, a ręce zaczęły się trząść jak galareta.
Nie rozumiałam, co się ze mną dzieje, aż… dotarło do mnie, że moja uparta myśl o dziecku właśnie zaczyna szaleć…
Oczywiście w pierwszym odruchu chciałam uciec, ale on zwyczajnie podszedł, wyciągnął dłoń  i uśmiechnął się.
– Darek jestem.
Od razu zaschło mi w ustach i prawie zapomniałam dobrych manier, ale w końcu… wyjąkałam ze ściśniętym gardłem…
– K… k… Karolina.

No… bo zrozumiałam, że właśnie patrzyłam na idealnego faceta, choć wtedy umknęło mi, że za cholerę nie był podobny do mojego męża.
Ale to nic, gdyż… natychmiast podjęłam decyzję.

TAK… to ON!!!

Tylko, że mój umysł, zamiast zająć się myślami technicznymi, od razu powędrował do wiadomego miejsca i nie opuszczał go przez następne tygodnie, a ja… borykałam się z tego konsekwencjami.

Czyli… zaczęłam krążyć jak łania wokół samca i jawnie mu pokazywałam, że jestem gotowa.
I choć wiedziałam, że inni się naśmiewają, to moje pragnienia były silniejsze od rozumu.
Do tego czułam, że on wie, iż kiwnie palcem, a pójdę z nim na koniec świata i choć… jego wzrok i odzywki również na to wskazywały, to… nic nie robił.

I niestety… ale dni mijały, a ja… czekałam, cierpiałam i błagałam w myślach.
A wieczorami, gdy się modliliśmy i dziękowaliśmy Bogu za dobre życie… to po wszystkim dodawałam, aby mnie tylko zauważył i… wziął.
Wariactwo.
Wiec, gdy… kolejny tydzień mijał, a ona nic, to weekend był czasem rozpaczy, a moja frustracja narastała proporcjonalnie do marzeń, które się rozmywały.

                                                               *******

Aż przyszedł ten dzień.
Jak wspominałam, najgorszy i najważniejszy, bo Darek, choć wolę o nim myśleć w kategorii ON, poprosił mnie o podwiezienie po pracy, gdyż podobno odstawił swoje auto na przegląd.
Słyszeliście…?
Z całego biura wybrał właśnie mnie.

Oczywiście od razu wiedziałam, że to jest wybieg i najprawdopodobniej… skończy tym, na co czekałam.
I choć byłam przygotowywana mentalnie na to, od wielu tygodni, to i tak bałam się jak cholera, a na dodatek… ciągle zadawałam pytania…
Czy mam do tego prawo?
Czy mogę zdradzić męża i mieć z kimś innym dziecko…?
I… czy nasza miłość jest tego warta, oraz najważniejsze… czy dam radę?
Niestety… nie znałam odpowiedzi, ale jeśli los podjął za mnie decyzję, to postanowiłam działać według planu,

Czyli… na koniec dnia poszłam do łazienki, gdzie rajstopy zamieniłam na pończochy i… ściągnęłam majtki.
Nie śmiejcie się, ale zobaczyłam to kiedyś w filmie i bardzo mi się spodobało.
Do tego… wymalowałam usta na czerwono i podciągnęłam spódniczkę, a potem wyszłam… tak zdenerwowana, że aż mi w uszach szumiało.
Na szczęście czekał już na mnie i tylko się  uśmiechał.
– Bardzo dziękuję ci za podwózkę.
– Cała przyjemność z mojej strony.
Chociaż… nawet nie musiałoby być przyjemnie, byleby mnie zapłodnił.

No nic… siadając  jeszcze bardziej podciągnęłam spódnicę, że aż końcówka pończoch się pokazała i… wtedy… zawstydziłam się, bo poczułam wybuchający we mnie ogień.
I oczywiście zdziwiłam, bo pierwszy raz w życiu coś takiego mi się przydarzyło.
Co prawda próbowałam się uspokoić, ale… jak miałam to zrobić, gdy on był nie tylko w cipce, ale i w całym ciele?

A do tego… ten jego głos, który świdrował mi w głowie do wariactwa, no i motyle w brzuchu  nie pozwalające w ogóle prowadzić.
Straszne to było uczucie, takie obce… tym bardziej, że jechałam z facetem i byłam gotowa… zdradzić mojego męża.
Tego cudownego faceta, który był całą moją miłością i przyszłością.
I, z którym… będę mieć z nim dziecko, choć zrobi je ktoś inny, a ja… tę tajemnicę zabiorę do grobu.

Więc… droga była ciężka, bo na dodatek  miałam dziesiątki pytań w stylu, czy ON czuje drżenie mojego głosu, albo czy widzi… spocone ręce?
A… może wie, że mój umysł wariuje i dramatycznie szuka odpowiedzi, jak to zrobić, aby kochające serce przestało na ten czas bić?

Niestety, ale były to próżne pytania…
Na szczęście dojeżdżaliśmy, a gdy pokazał mi swój dom na końcu ulicy, to zrozumiałam, że… już  niedługo… stanie się  coś pięknego.
Coś… czekałam na to z utęsknieniem, a na dodatek… byłam prawie pewna płodności.
Więc… zaparkowałam, wyłączyłam silnik i czekałam, że powie – chcesz wejść?
Ale wtedy usłyszałam… coś zupełnie innego, szokującego, co wybiło mnie z moich myśli.
– Obciągnij mi suczko!
– Co?
– Słyszałaś… obciągaj, przecież tego chcesz, chyba, że się mylę?

Boże, to nie tak miało być… zresztą nigdy tego nie robiłam, więc… co teraz?
Wyzwać go, odjechać i stracić swoją szansę?
On nalegał… a ja zastanawiałam się, jak to się robi i czy dam radę?
No trudno… nachyliłam głowę i delikatnie wzięłam go do buzi, ale ten… zachował się jak cham… i docisnął.

I to był szok!!!
Bo pierwszy raz w życiu poczułam tak straszne uczucie dławienia, ze prawie zwróciłam.
Szybko więc… wyrwałam się i zaczęłam kaszleć, a ten tylko się roześmiał  i… wcisnął jeszcze raz.
Oczywiście…  znowu to samo.
Nie… tego nie można wytrzymać.

Znowu wyrwałam głowę i prawie się popłakałam…
– Co jest z tobą?
– Możesz tak mocno nie dociskać?
– Mogę zrezygnować.

O cholera… zupełnie na poważnie zaczęłam rozważać ucieczkę, ale strach przed utratą okazji odpowiedział za mnie…
– Daj mi szansę… proszę.
– Dobrze.
No i wzięłam jeszcze raz z postanowieniem, że wytrzymam…
Tylko, głupia… nie pomyślałam, że On… już po minucie… strzeli i to… wprost  do mojego gardła.
To był dopiero szok, bo… ja… nigdy…

I znowu zachciało mi się płakać, bo ten wytrysk miał być we mnie i dać mi upragnione dziecko… a tak wszystko było stracone.
Tylko, że wtedy… wpadła mi do głowy… genialna myśl.
A… może… spróbuję ją przytrzymać i…
– Dobra dziewczynka, ale trzeba cię będzie wiele nauczyć, więc do następnego.
Zapiął spodnie i wyszedł.
A potem… nawet się nie odwrócił i nie spojrzał na kobietę, która obciągnęła mu do końca.
I to swój pierwszy raz w życiu.

Ale ja już byłam dalej… szybko wyplułam spermę na rękę, podniosłam nogę na deskę rozdzielczą i zaczęłam sobie ją wcierać do środka.
Boże… jakie to było upokarzające…
Ale właśnie tak trzeba było i choć… czułam się podle, to robiłam to. 
A potem posiedziałam jeszcze z pół godziny, z nadzieją, że się uda?
Następnie  wróciłam do domu, szybko się przebrałam i spędziliśmy zwyczajny wieczór.
A, przy modlitwie, każdy z nas miał tę samą prośbę, o dziecko.
Boże dopomóż.

                                                               *******

Niestety… nie udało się i byłam wściekła, ale trudno… nadzieja umiera ostatnia.
Najważniejsze, że się skusił, a… jeśli będzie chciał, jak to powiedział… wiele mnie nauczyć, to zrobię to z ochotą.
Tylko, że on… przestał się do mnie przymilać i bardzo często mijał mnie bez słowa.
Oczywiście  podejrzewałam, że robił to specjalnie, abym zatęskniła, no chyba, że to drań, który lubi, gdy kobieta cierpi?

Ale… w tak małym wydawnictwie, nie uda się to na dłuższą metę, więc… jednego dnia spotkaliśmy się w windzie.
– Dlaczego to robisz?
– Bo ci zależy.
– Nieprawda.
– A właśnie, że tak… ja to widzę…. wszyscy to widzą i uważaj, bo zaczynają się śmiać.
– To zerżnij mnie do cholery, choćby w toalecie, proszę… nie mogę już wytrzymać.

I była to prawda, bo wszystkie minuty dnia i nocy, to była jedna myśl o dziecku.
A do tego każde jego spojrzenie było podnieceniem, które powodowało, że moja cipka chodziła jak dobrze naoliwiona maszyna i zawsze była gotowa.
– Proszę.
Spuściłam głowę i … rozpłakałam się.
– Ok, dziś po pracy.

Cudownie… tylko, dlaczego powiedział to, tak szorstkim głosem, że aż wyczułam pogardę?
No tak… dla niego byłam dnem, bo prosiłam o seks, jak… ostatnia, ale… to moja jedyna szansa na dziecko.
Więc, czy miałam zrezygnować?
O nie… NIGDY!!!

Gdy ruszyliśmy, to od razu zaczęłam…
 –Weźmiesz mnie dzisiaj?
– Zobaczysz.
– Zrobisz mi dobrze?
– Zobaczysz.
– Nie musisz, tylko mnie ostro zerżnij i możesz zlać się dzisiaj do środka…
– To masz jak w banku, skręć tutaj.
– Chcesz w samochodzie?
– Tak, bo lubię szybko i niespodziewanie.

Zaparkowałam w zaułku jakiegoś lasku i szybko rozglądnęłam się, ale nikogo nie było.
– Idź do tyłu i połóż się na brzuchu – powiedział.
Było to dość śmieszne, bo gdy… zdejmowałam majtki, to głos w mojej głowie krzyczał – dziękuję.
A potem, gdy się kładłam i rozszerzałam nogi  – weź mnie i się zlej.
Wiem, że pewnie patrzył na mnie jak na szmatę i zwykłą dziwkę, ale miałam to gdzieś.
Niech myśli, co chce, bo dla mnie w tej chwili… spełniały się marzenia.
Co prawda znowu trochę brakowało, ale trzeba próbować.

Zaczął ściskać mi uda, a potem tyłeczek.
– Zgrabna jesteś.
– Możesz mnie wziąć jak chcesz.
– Tak zrobię.
Tylko, że wtedy… poczułam, jak… napluł mi na odbyt.
A potem… stało się coś… niewyobrażalnie strasznego, bo zaczął go tam wciskać.
– Co robisz?
– Zamknij się kurwo!!!

Zaczęłam krzyczeć, bo rozerwał mnie ból…
– Nie chcę tam…!!!
Wycofał się na chwilę, ale znowu przyłożył…
– Weź mnie normalnie… proszę.
– Z puszczalskimi robię co chcę, a dzisiaj mam ochotę na twoją dupę.
– Dlaczego to robisz?
– Bo mogę…
– Ale… ja jeszcze nigdy.
– Zajebiście, rozdziewiczę cię zatem, jako pierwszy.

I zrobił to, a ja płakałam, bo straszny ból mieszał się ze wstydem i upokorzeniem.
A na dodatek, to była następna zmarnowana szansa.
Nie wiem ile to trwało, bo zapadłam się w rozpaczy, oraz pytaniu… dlaczego mu na to pozwoliłam?
W imię, czego?
W imię mojej miłości do męża i dla naszego dziecka…?
Oczywiście, a jakże by inaczej.

                                                                  *******

Minął miesiąc i role się odwróciły, bo teraz ja… nie patrzyłam i nie zaczepiałam.
A… wiecie, dlaczego?
Bo nienawidzę brutali i chamów, którzy przypominają mi młodość bidula, a do tego zaczynałam mieć coraz większe dylematy.
A może… to nie on i… trzeba poszukać innego faceta?
Zresztą… widziałam jak podrywał sekretarkę… i jak ona się śmiała… pewnie ze mnie.

I tak dzień za dniem mijał.
A ja… chodziłam wściekła, z mężem prawie nie rozmawiałam i czułam, jak życie wymyka mi się z rąk, gdyż nie mam na nic wpływu.

Ale… ktoś wysłuchał moich próśb… na spokojnie i z cierpliwością, bo po następny miesiącu, gdy zaczęłam się z tym już totalnie godzić, przyszedł sms od Niego.
– Dziś.
Boże…!!!
Dziękuję!!!
Aż na głos to powiedziałam, bo znowu był prawie środek.
I oczywiście… natychmiast mu wybaczyłam, a potem dostałam taki zastrzyk energii, że dosłownie fruwałam.
A do tego pomyślałam, że jeśli los… już dwa razy ze mnie zakpił, to może teraz, mi to wynagrodzi?

Po pracy, co prawda wyszliśmy razem, ale On już się nie uśmiechał…
A potem… nawet się nie odezwał,  ale to nie miało znaczenia, bo ja i tak cały czas w duszy powtarzałam… Boże, dziękuję.
I… teraz mam do Was, pytanie…?
Czy to nie obłęd, że dziękowałam Bogu za szansę zdrady i za podłość, wobec mojego męża, a na dodatek… byłam szczęśliwa?

Na pewno tak, bo… z normalnością, to nie miało nic wspólnego.
Ale na wytłumaczenie tego szaleństwa  powiem, że przecież… chciałam dać życie malutkiej istocie, która z kolei… miała dać szczęście całej naszej rodzinie.
No, bo tylko jej nam brakowało, tej iskierki, cudownej duszyczki i miłości.
Czyż więc, to… nie były dobre intencje?

Zajechaliśmy do niego, a On nawet mnie nie zaprosił, tylko poszedł, a ja za nim jak… wiecie, kto…
– Rozbierz się… a ja pójdę do łazienki.
Zdjęłam sukienkę z taką radością, że aż się uśmiechnęłam, tylko, że wtedy… pierwszy raz w życiu zobaczyłam stojące brodawki.
I było to bardzo dziwne wrażenie, bo z Markiem, to… się nigdy nie zdarzyło.

A na dodatek, gdy wyszedł cały nagi, to aż mnie skręciło, bo… był piękny… wszędzie.
Szybko podciągnęłam pończochy, a majtki jednym ruchem rzuciłam w kąt.
– Jesteś napalona…?
– Oczywiście.
– Masz całkiem fajne piersi…
Następna śmieszna sprawa, bo mój mąż… nigdy mi tego nie powiedział.

Podeszłam, klęknęłam i przywitałam się z nim pocałunkiem w główkę, a potem wzięłam dość głęboko, aby poczuł, że mi zależy…
Zresztą polubiłam go…
Ok… przyznam się… czasami nocami przypominałam sobie, jak mnie wtedy to dusiło i…  potem… w kuchni… robiłam to samo z marchewką, albo… z ogórkiem.
I…
Ciężko mi to powiedzieć, bo… to wcale nie jest… takie straszne,  trzeba tylko przyzwyczaić gardło i nic więcej.
Całowałam go więc, lizałam i brałam, a gdy stanął bardzo mocno, to uznałam, że już czas…

Popchnęłam go na łóżko i chciałam się jak zwykle naślinić, ale w zdziwieniu wyczułam, że mam strasznie mokro, więc… od razu się nabiłam.
I wtedy doszło do mnie, że praktycznie… to obcy facet, a doświadczam z nim wszystkie rzeczy, o których nie miałam do tej pory, pojęcia.
No bo… pierwsze obciąganie z wytryskiem, potem pierwszy anal, a teraz pozycja, w której  również  pierwszy raz, byłam na górze.
A do tego… to obłędne uczucie, skręcające mnie z rozkoszy.
Doszło nawet do tego, że zaczęłam go całować i prawie… prawie… chciałam mu powiedzieć, że… jak zrobi mi dziecko, to… go pokocham.

Ale się opamiętałam…
|On, co prawda łapał mnie za piersi i coś mówił, ale na siłę przestałam myśleć o podnieceniu i sobie, a zaczęłam o… dziecku i marzeniu.
I… nagle… zobaczyłam wszystko… szpital, dom, malutką córeczkę, nasz ogród i mojego męża, z Aleksandrą w piaskownicy.

A potem nastąpił cud, bo poczułam jak strzelił…
– Tak, tak, mocniej, dawaj wszystko…
Dociskałam jak oszalała, bo każda jego kropla należała do mnie.
Koniec.
Padłam obok niego i chciałam odpocząć, za to on szybko wstał i powiedział

– Rozłóż nogi…
– Po co? – Chcę zdjęcie twojej zalanej cipki… do kolekcji.
– A proszę bardzo…
I rozszerzyłam z takim uśmiechem, że na pewno wyszło pięknie.

5 2 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Odpowiedz
Wszystko
Darmowe opowiadania erotyczne Strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych odbiorców. Jesteś osobą pełnoletnią?
0
Napisz komentarz.x
()
x