Robert 9

Robert 9

Dni mijały spokojnie, jakby czekali na święto.
Ale po dwóch tygodniach moja zaczęła chodzić nerwowa.
Pewnie nerwy, co z kredytem? 

Zadzwoniłem do mundurowych, aby zaciągnęli języka.
Przyjechali z wiadomościami.
Co prawda płaciłem im, ale traktowaliśmy się jak kumple?
To, że mam kasę nie znaczy, że mogę być świnią i się wywyższać.

– I co tam chłopaki?
– Stary nie dostał kasy, bo nie chce dać zakładu pod zastaw.
– I jak to się skończy?
– W końcu da ten zastaw, tylko musi jeszcze postać pod ścianą i przemyśleć, czy upaść?
– Ciekawe.
– A chodzi ci coś po głowie?
– Coś chodzi, tylko jeszcze poczekam i zobaczymy rozwój sytuacji…
– Aha, szef tej bandy ma ksywę Szprycha, ma żonę Danutę i córkę Elę, a  w teczce są wszystkie dane…

Podziękowałem, a kasę wzięli z uśmiechem.
Miło było… bo płaciłem za informacje, normalny układ.

                                                      *******

Bez problemu wyczuwałem jej nerwy. Tego nie idzie ukryć przed kimś, kto cię zna od lat.
Ponadto zbliżał się koniec miesiąca i byłem ciekaw, czy staruch się pojawi…?
I się nie zawiodłem….

Pewnego dnia powiedziała, że źle się czuje i zostaje w domu, ale dzieci mam dać do przedszkola, bo ją głowa mocno boli.
Ok, wiedziałem, co to znaczy.
Powiedziałem, że jadę na 5 godzin rowerem, a ona zadała mi ciekawe pytanie…
– Może ja też bym zaczęła, chociaż do pracy, jeździć rowerem, pomógłbyś mi coś kupić?
– Idzie jesień, więc nie warto.
I ledwo się ugryzłem w język.. bo chciałem dodać, że w ciąży, to słabo na rowerze…
– Wiem, ale ile trzeba wydać teraz na rower?
– Taki dla ciebie będzie kosztować tysiąc złotych, więc chyba stać cię?
– Oczywiście, ale ty chyba dałeś więcej…?

Tu cię boli.
Nigdy nie odłoży pieniędzy, bo musi spłacać odsetki.
A następny miesiąc idzie i kredytu Sławka nie widać…
– Mój rower kosztował 20 twoich…
I wyszedłem…
Potem sprawdziłem na kamerze jej reakcję… bez słowa, ze spuszczoną głową poszła do pokoju…
Żadnego wyzywania czy narzekania, dosłownie nic…
Może zaczynała liczyć?
Może jakaś szara komórka w jej głowie się obudziła i dodawała, że to, co zarabia w pracy i ze staruchem i tak idzie w kanał?
Nie wiem, umysł kobiecy to strasznie wielka zagadka.

Ok 11 przyjechał.
Moja ubrała się w czarną siatkową koszulkę.
Niby była ubrana, ale wszystko i tak było widać.
Każdą stojącą brodawkę, a na dole była tak krótka, że sięgała ledwo za tyłek… więc cipka była niezakryta, a tyłek tylko troszeczkę…

– Witam piękną…
– Cześć.
– Cudowny widok, ciąża tylko dodała ci urody, lubię kształtne kobiety, a twoje piersi, to przechodzą wszystko…

Cholera, już wszyscy wiedzą, że jest w ciąży, tylko nie ja.
Jestem ciekaw, kiedy mi powie?

Zaczął ugniatać i lizać przez siateczkę jej piękne piersi…
– Co dziś serwujesz?
– Dziś będziesz mnie zadowalać, a jak się spiszesz, to ci zwalę, albo i nie..?
– O, mamy humorki, ale wybaczam kobiecie w ciąży, co robimy…?
– Fisting…
– Zgadzam się, też o tym marzyłem.
– Moja cipka o to prosi…
– O kurwa… jestem za, będzie lekko, czy ostro?
– Ostro.
– Uwielbiam cię, tu jest kasa.
– Mówiłam ci, jestem wyjątkowa.

Rozłożyła ręczniki na dywanie, przyniosła oliwkę i zaczęła smarować sobie cipkę i jego rękę…
– Ale zaczynamy spokojnie, ja dziś rządzę… ok?
– Ok.


Rozebrał się do naga.
Stanął mu od razu.
Klęknął przed nią i delikatnie zaczął jeździć po cipce.
Rozcierał ją, ugniatał, głaskał drugą stroną ręki i masował jej uda.
Moja zaczęła się rozluźniać.
Dotknęła jego dłoni, nakierowała na środeczek… i stary zaczął wkładać.
Trzy palce… cztery… zwinął je i zaczął odbywać z jej cipką stosunek palcami…
Ta najpierw mruczała, a potem zaczęła jęczeć.
Im on robił szybciej, tym ona bardziej jęczała…
Kciuk do tej pory jeździł po łechtaczce, ale po chwili zawinął go i dołożył do reszty.
Coraz głębiej wkładał, coraz mocniej i coraz więcej ona wydawała jęków…

– Możesz głębiej…
I wkładał… obracał, wycofywał, a potem napierał…
– Mocniej!!!
Włożył…
Krzyknęła, bo w tej chwili cała zagłębiła się w cipce.
Widok wystającego tylko przedramienia podziałał na mnie mocno.
– Weszła cała… – powiedział.
– Wiem, bo zabolało… sekundę…zaraz się przyzwyczaję.
– Wyciągnąć?
– Nie, po prostu mam pierwszy raz całą dłoń w środku, ale jest dobrze, jest bardzo…dobrze…
Zaczął powoli ruszać, trochę do tyłu, a potem do przodu… i ona od razu zaczęła odlatywać.

Pierwszy raz napisałem ONA,   a nie moja…
ONA… tak obco… i tak smutnie…

Zaczęła wyć, a on już nie był delikatny.
Obracał dłoń w środku, wyciągał i od razu pakował do środka.
Jej cipka zrobiła się luźna…
Ale i bardzo wrażliwa, bo zaczęła dostawać orgazmy.
A tak po prawdzie, to cały spektakl orgazmów.
Ta dłoń, była jak wielki kutas, który teraz ją gwałcił.
Orgazm szedł jeden po drugim.
Ta się darła, wyginała i wyrywała….
On ją trzymał za uda i gwałcił.

– Nie wytrzymam… wyciągnij…
Gdy to zrobił od razu zaczęła sikać…
Zaczął drażnić łechtaczkę… a ona, co chwilę się napinała.
I praktycznie całego go oblała…
A ten zaczął ją lizać.
Rękoma objął za biodra i dosłownie wpił się w jej cipkę.
Ta oczywiście dostała następny orgazm i pewnie znowu popuściła, ale on nie przestawał…
I jeszcze jeden…
Próbowała się wyrwać, ale on trzymał mocno…
Następny orgazm…

Zlałem się, to było za mocne…
Takie podniecenie to obłęd…
Zresztą widziałem się na jego miejscu… jakbym ja to robił…
Czułem jej ciepło, energię i podniecenie.
I znowu ją pokochałem… dosłownie szaleństwo.

Gdy zwolnił uścisk, ona się wyrwała. 
On  za to wstał, szarpnął za włosy i od razu wpakował kutasa do buzi.
Rozpoczął się następny gwałt…
Był dziki, brutalny i nie patrzył, że ta się krztusiła….
Szarpał całą głowę, szalał, ale ona zrobiła stary trik…
Dotknęła jego tyłek w środeczku… wcisnęła palec i gość od razu lał do gardła…
A ta połykała…

Gdy skończył, to padli na podłogę…
– Ale to było zajebiste… jak tyś to zrobiła…?
Ona kończyła się oblizywać…
– Mówiłam, jestem wyjątkowa…

                                                            *******

Powiem tak…
Byłem szczęśliwy, bo oglądałem swoje marzenia…
Ale moim największym marzeniem… była jej miłość, którą dawno straciłem…
Teraz to rozumiałem…

Byłem przegrany od samego początku… i nic tego by nie uratowało.
Wieczorami, jak masochista, rozkoszowałem się swoim bólem…
Jak na treningach…

Zresztą codziennie żyłem w bólu… choćby mięśni…
A teraz dodatkowo i serca…
Nie wiem, ile wytrzymam…?

Ok, muszę się jeszcze do czegoś przyznać.
Były dni, gdy zajęty treningami nie zawracałem na nią uwagi.
Ale były też takie, szczególnie, gdy ubierała się pięknie…
Gdy patrzyłem na jej wspaniałe ciało, szczęśliwe oczy i uśmiech…
Wtedy… oddałbym każdą chwilę, dla powrotu naszej radości.
I w te dni.. bolało najbardziej.

Niestety.. nawarstwiało się zbyt wiele złych rzeczy…
Różnych obrazów i wspomnień…
I one zaczęły powoli kształtować moją osobowość.

Dopowiem, więc jeszcze kilka rzeczy.
Chciałem coś zrobić i choć kupienie knajpy dało mi zastrzyk energii, to nadal byłem sierotą.
Plan odzyskania jej dobrym sercem nie zadziałał.
Plan poczekania na wypalenie się pożądania, też…
Nie miałem w sobie uczuć nienawiści, złości czy zemsty.
Ale w miarę upływu czasu ten zepsuty świat, który mnie otaczał, spowodował, że zacząłem nim przesiąkać.
Wbrew moje woli…

Jedni bandyci.. drudzy… ich sposoby myślenia pokazały mi zasady działania w sytuacjach stresowych.
I powoli… powoli, ale uczyłem się.
Nadal chciałem pozostać dobrym człowiekiem, ale sami wiecie..
Krzywdzą cię, biją, poniżają, wyśmiewają i każdy w pewnym momencie dochodzi do ściany, granicy, za którą jest tylko nicość istnienia.
Jako facet miałem swój honor, podeptany i wyśmiany.. ale miałem.
I właśnie te ostatnie sceny seksu, gdy Sławek nic nie zrobił, gdy zwyczajnie ją sprzedawał, przeważyły.

Oddałbym ją w dobre ręce, ale to nie  były dobre.
Jeszcze nie wiedziałem, czy uda mi się ją uratować, nawet wbrew jej woli…, ale postanowiłem spróbować.
I znowu los się ze mnie zaśmiał, bo okazja sama się stworzyła.

                                                               *******

Minął następny tydzień.
Moja… cholera, znowu moja…
Czy ja się kiedyś uwolnię od uczucia do niej…?
Ok… ona…
Zaczęła chodzić szczęśliwa i zmiana ta była widoczna gołym okiem, więc przypuszczałem, że dostali kredyt.

A do mnie wpakowali się goście.
Wieczorkiem zadzwonił Mahmed.
–  Jedziemy do Polski na urlop, mamy nowe interesy do omówienia i śpimy w ciebie, bo będziemy pić.Super… tylko żeby nie rozrabiali.

Zajechali w piątek dwiema najnowszymi wersjami Mercedesa Brabus GL63 AMG.
Oczywiście czarnymi.
Jak one wyglądały na podjeździe… zresztą zrobiłem sobie fotki na pamiątkę.

Chłopaki weszli jak do siebie.
Uściskaliśmy się wszyscy jakbyśmy nie widzieli się sto lat.
Zaraz zrobiłem jedzenie, do tego od razu wódka i whisky.
Mama zrobiła dwie blachy swojskiego ciasta i chłopaki się rozpływali,  jakie to polskie żarcie jest dobre.

– Jak interesy idą, walnął Mahmed…?
– Nie jest aż tak różowo, walczą z VAT, skarbówka czepia się coraz bardziej, więc mamy dużo kontroli i nie wiem, jak długo uda się ich wodzić za nos…?
– No właśnie, u nas to samo, zresztą teraz auta mają GPS i widzą wszystkie kontenery, ale mam propozycję…
– Dawaj…

I wtedy zajechała moja, co prawda u nas hałas, ale zauważyli ją…
– Nie przedstawisz swojej żony?
Borys zaszedł jej drogę w przedpokoju, ta stanęła lekko przestraszona…
– Panowie to moja żona, co kurwi się na lewo i prawo, a teraz jest w ciąży ze swoim kochankiem…
Oczywiście wszystko po niemiecku.
Ta nic nie zrozumiała, ale reakcja chłopaków była bezcenna.
Ich wzrok, gdyby mógł, to by ją zabił, a cisza i ich miny mówiły wszystko…

– Co powiedziałeś…? 
– Prawdę o twoim prowadzeniu się i lepiej zejdź im z oczu.
– Nie musiałeś…
– To moi goście, będą u nas mieszkać kilka dni i nie wchodź im w drogę, bo to prawdziwi faceci, którzy nie rozumieją, jak żona tak może… nie musiałem, ale chciałem, i lepiej już idź…
Uciekła jak cicha myszka, a Mahmed…

– Jak chcesz to zabijemy gnoja…
– Nie… dam radę, po części sam jestem temu winny, wiecie, medal zawsze ma dwie strony, a kij dwa końce.
– Polać mu, dobrze gada.

Razem z Mahmedem przyjechało czterech ochroniarzy, Borys, Jurgen, Otto i Iwan.
Wszyscy  ubrani w garnitury za grubą kasę, zegarki, sygnety.
Niestety.. ogoleni prawie na łyso.. i co tu wiele gadać… bandyci.
A ci dwaj ostatni, to takie szafy, że strach aż było na nich patrzeć.

– Robert, lubię cię, moje chłopaki też, a rzadko nam się to zdarza….
– Dziękuję.
– Jesteś swojski chłop i nigdy nie próbowałeś mnie oszukać, a to wielka rzadkość w takich układach i cię za to szanujemy.
– Ja również…
– Dlatego mamy propozycję.
– Słucham.
– Mój stary znajomy idzie na emeryturę i chce sprzedać swój cały zakład produkcji okien z plastiku.
– I co?
– U nas plastiki wchodzą coraz bardziej, w Polsce też będą wchodzić, jak na początku się ustawimy, to mamy wygrane.
– Możliwe.
– Potrzebujemy terenu, na którym wy wybudujecie zakład, my dostarczymy plany, przywieziemy całe wyposażenie, wy tylko zatrudnicie ludzi, a przeszkolą ich nasi fachowcy z Niemiec.

– Poważnie?
–  Wasze koszty produkcji są dużo niższe niż u nas, więc zysk będzie odpowiedni, układ
50 na 50, zbyt Europa, a potem u was… Robert, to pewniak na 100 %.
– Jak duży teren jest potrzebny…?
– Co najmniej 3 hektary, od razu pod rozbudowę na następne hale.
– Dużo…
– Robert… to będzie legalny interes, zrobimy normalną spółkę i zalegalizujemy nasze pieniądze…
– Kurwa, Mahmed mój przyjacielu, jesteśmy dogadani.
– Wódka, wódka… niech żyją przyjaciele…!!!
Cholera, ale interes, zostaniemy ustawieni na lata.

Piliśmy do nocy i wiedziałem, że na drugi dzień nie będzie treningu… a co tam.
Rano musiałem wstać do dzieci, ale zadzwoniłem awaryjnie po opiekunkę i sprawa była załatwiona.
Była sobota, a moja już rano w pośpiechu uciekła z domu… a niech ucieka, szmata…
Poszła z gachem, który dał jej kasę i dobrze wyruchał.
Kasę…
Gdyby los powiedział, jaka kasa przeleci jej koło nosa…
Widzę, że nie tylko mnie  rucha w dupsko…
Ją to nawet naprawdę…
Zobaczymy jak to się skończy?

I wtedy to poczułem… emocje złości, uczucia mi obcego.. ale pukającego do mojej duszy.
Jak trzeba będzie… to gnoja zabiję…
Albo nie… załatwię go jak ścierwo…

I w tym momencie Mahmed do mnie zagadał.
Aż niemożliwe, jakby czytał moje myśli..
– Robert… musisz swoje uczucia rozżalenia zamienić w siłę, znajdź jakąś jego słabość i wykorzystaj przeciwko niemu, walcz..
– Łatwo ci mówić.
– Nie musisz wygrać, bylebyś walczył… jesteś do cholery facetem… WALCZ!!!
I wtedy pomyślałem o pieniądzach.
Sławek ich nie ma.. a ja mam… i to jest jego słabość, a moja siła.

                                                                  *******

Pojechaliśmy do knajpy… oglądali. chwalili, bo lokal miał szyk i dobrze wyglądał…
Otto najbardziej rządził się w kuchni.
Pouczał kucharza i powiem,   że chłop znał się na fachu.
Kucharz trochę łapał niemiecki i tylko kiwał głową.
A na koniec uśmiechnął się do mnie…
Myślę, że był już zadowolony…
Siedzieliśmy tam do wieczora, potem znowu do domu i picie do rana…
Nie mam kondycji, więc odpadłem dość szybko….
I choć wiem, że są ludzie, którzy dużo piją… ale oni.. to przesada…
Znowu podobno się śmiali.

Moja oczywiście nie wróciła na noc.
Rano oni już byli wyszykowani, a ja trup… ale powoli…
– A gdzie twoja żona Robercie, nie robi śniadania mężowi..?
– Nie wkurwiajcie mnie od rana…  sam zawsze robiłem, nawet jej i dzieciom,   a teraz pani Jola mi pomaga.
– Jesteś głupi, zwyczajnie głupi… babie to trzeba wpierdolić, a jak nie posłucha, to jeszcze bardziej wjebać…
– Poczekaj… a jak raz nie walniesz, to pomyśli, że to święto…

Pokiwałem głową… na nie,..
– W Polsce kobiety są inne, oglądają telewizję i się uczą, że KURWA nic nie muszą… a facet, to dodatek do torebki, który możesz zmienić, kiedy chcesz…
– Przyjacielu, przyślemy ci kobietkę, Ukrainkę, która ogarnie ci dom, dzieciaki i pomoże…
– Nie chcę…
– Przyślemy, to porządna dziewczyna, robi u nas w kuchni i nie zawiedziesz się…

                                                         *******

W obiad zbieraliśmy się do knajpy, gdy dostałem telefon od kierownika sali…- Szefie, kiedy Pan będzie..?
– Niedługo, a co?
– Przyjechali jacyś bandyci, a mamy lokal prawie pełen…
– Jedziemy już…

Wytłumaczyłem Mahmedowi po cichu, że może być gorąco.
Ogólnie to się nie zdarzało, bo kelnerzy sobie radzili, więc, gdy proszą o przyjazd, to znaczy, że jest źle.
Zrozumiał, coś powiedział do Borysa i Jurgena, a ci do mnie…
– Kiwnij tylko, kiedy i się odsuń, bo jesteśmy zamaszyści… i się zaczęli śmiać…

Znowu telefon…
– Szefie oni się awanturują z gośćmi… to znaczy ze Sławkiem i jego ojcem…
– A co on tam robi?
– Mają dużą imprezę, coś oblewają i jest też Pańska żona…
O cholera… dostali jednak kredyt.
Przecież jak ją chłopaki zobaczą, to wpadną w szał…
Nie wiem, czy jestem na to gotowy…?
Ale najwidoczniej… los pisze swoją historię.

Wytłumaczyłem na głos… i chłopaki aż się nagrzali…
A ja zacząłem się bałem, trudno, co ma być, to będzie.
Gdy parkowaliśmy, to nasze bryki wyglądały zjawiskowo, a gdy wysiedliśmy… to było coś…
Z przodu lokalu miałem wydzielone miejsca z rezerwacją… i tam stanęliśmy.

Weszliśmy na salę.
Szybkie spojrzenie…. ale był spokój…
Chłopaki usiedli przy moim stoliku.

– Szefie, szefie…
– Co tam?
– Kłócili się, a potem pańska żona powiedziała, że wszystko załatwi i poszli z nią do sali beżowej i się zamknęli…
– O rzesz kurwa, w moim lokalu…!!!

W tym momencie podszedł do mnie Sławek…
– Posłuchaj, mamy tu firmową imprezę i nie rób scen… ona i tak nie wróci do ciebie.
Mówiąc to, tylko patrzył się na moich ludzi…
Olśniło mnie, on pomyślał, że przyszedłem za Olą i nie wie, że ja wszystko wiem.

– Posłuchaj…. albo i nie… wypierdalaj w tym momencie, bo cię zabiję gnoju…
Dostał takie oczy… i wtedy podszedł jakiś starszy gość…
Kurwa!!!
To staruch… co jest grane..?
– Sławku, dlaczego rozmawiasz z tymi ludźmi…?
– Tato odejdź…

JA PIERDOLĘ!!!
Staruch to jego OJCIEC,  cały szef firmy!
Widziałem, że to pojeby… ale… aż takie?
Jego ojciec… rypie jego dziewczynę, a moją żonę.

Nie wytrzymałem… i powiedziałem to na głos…
– Wypierdalać z mojego lokalu…
Ich miny były bezcenne…
Sławek dosłownie się zapowietrzył…
A mój podniesiony głos, ruszył chłopaków…

– To twój lokal…?
Zrozumiał, że prawdopodobnie wiem wszystko…
– Ale już mamy załatwione problemy…
– Ty jebany szmaciarzu, moja żona je załatwia za ciebie, jeszcze raz mówię, wypierdalać i to wszyscy…
Borys… Jurgen…Już dawno stali obok mnie, bo czuli moje nerwy….
Otto i Iwan też wstali….
I nic więcej nie trzeba było powtarzać…

Sławek zgarbił się, coś powiedział staruchowi na ucho, poszli do gości i zaczęli wychodzić…
Ale mi ciśnienie się podniosło, bo pierwszy raz wziąłem swój los w swoje ręce…
Na ostro…
Wiedziałem, co się zdarzy… i byłem na to już przygotowany.

– Chłopaki to jest ten czas… idziemy…
Zdjęli marynarki, a Mahmed się tylko uśmiechnął…
Podszedłem do drzwi beżowej i zacząłem je otwierać, ale ktoś stał i je pilnował.
– Sorry, ale mamy prywatną imprezę…
Szarpnąłem drzwi i zobaczyliśmy to…

Moja żona stała lekko tyłem, z rozszerzonymi nogami.
Miała podniesioną sukienką, majtki zsunięte do kolan i jakiś gość walił ją od tyłu.
A ona pochylona ciągnęła drugiemu…
Nie zauważyła i nie usłyszała.

– Koniec imprezy zawołałem…!!!
Do jednego przy drzwiach doskoczył drugi…
– To jest zamknięta impreza, kolega już powiedział…
– I właśnie się skończyła…
– O tym my decydujemy…
– Nie, kurwa, akurat o tym ja decyduję…
– A ty, to, kto..?

Moja przestała ciągnąć i odwróciła głowę.
Zobaczyła mnie… i dostała wielkie oczy… wielkie przestraszone oczy.
Szarpnęła się i próbowała zakryć piersi…
Walący ją odpuścili i patrzyli się na dziwną sytuację, nie rozumiejąc, co się dzieje..?
– Po pierwsze jestem właścicielem tego lokalu, po drugie to restauracja, a nie burdel, a po trzecie to moja ŻONA…

I pierwszy dostał od mnie w gębę.
Borys i Jurgen wskoczyli… i się zaczęło…
To był błysk, jakby moment zwolnienia filmu…
Ale takiej rozpierduchy, to nie widziałem nawet na amerykański filmach…
Sekunda i wszyscy już leżeli… to było tak niemożliwe, że aż miłe…
Ćwiczę siłkę i walkę… ale to było mistrzostwo świata…
I to tylko ich dwóch…

– Pani już dziękujemy, zwróciłem się do mojej…
Podciągnęła majtki, zakryła piersi i prawie z krzykiem, a na pewno z przerażeniem wybiegła…
Do sali doszli Otto, Iwan i Mahmed…  i zamknęli drzwi…
– Mówicie, że to prywatna impreza, ok… teraz już taka będzie… pogadamy sobie…

Dwóch leżało jeszcze ze spodniami na dole, następni ustawiali sobie szczęki na miejsce…
Chłopaki zabrali ich w jedno miejsce, na krzesłach obok siebie…
– Ty wiesz, kim jesteśmy?
– Wiem… szmaciarzami…
– Szefie…powiedział jeden z nich do faceta z prawej…
– Aha, czyli rozmawiamy z tobą…
– Nawet nie wiesz, co cię czeka…
– Borys… złam tamtemu nogę…
Borys podszedł i złamał…  kurwa.. ale to dobre…
– Pojebało cię?
– Jurgen, złam nogę drugiemu…
I Jurgen złamał…

Ale był krzyk!!!
Jak dzieci…
– Nie słuchasz…  teraz już łapiesz, czy jedziemy dalej…?
– Ok.
– No widzisz, można jednak po dobroci…
– Odpierdol się…
Przyjebałem mu i sprawiło mi to wielka przyjemność.
– Dlaczego jesteś taki niegrzeczny i to u mnie w lokalu?
– Czego chcesz?
– Skupuję długi Sławka, więc na dzień dzisiejszy…. ile ma u ciebie…?
– Sto pięćdziesiąt kawałków…
– Otto złam tamtemu rękę…
I Otto złamał w nadgarstku…

– Dlaczego mnie okłamujesz?
– Kurwa człowieku… dzisiaj oddał sto, więc zostało tylko sto… ale jeszcze ma odsetki…
– Ok… i mówisz, że odsetki weźmiesz od mojej żony…
Jego wzrok zrobił się pytający…
– Jak chcesz, ale nie tym chujem…
– Iwan, obetnij mu chuja…
– Nie, nie, żadnych odsetek. przepraszam, nie wiedziałem, że to twoja żona….
– Gnoju, każda kobieta, od której bierzecie odsetki za męża, jest czyjąś  żoną… jesteś taki tępy, czy tylko udajesz. a może nie potrzebujesz głowy…?
– Nie, nie… i się skulił jak pies…

– To jest wasz szef, jesteście tego pewni…?
– Potrzebujemy lekarza…
– Może jeszcze policji?
– Nie, policji nie…
– Widzicie, a ja potrzebuję…

Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem po moich policjantów…
– Policja, mówi szef lokalu ” Bastion..” zdarzył się u nas wypadek, kilku klientów zostało pobitych, więc proszę przyjechać… aha i potrzebna będzie karetka…
Puściłem oczko do Mahmeda, który siedział sobie z boku, palił cygaro i tylko się patrzył.

– Jeszcze jedno, gdzie Wojtek?
Ale się zdziwili…
– A co..? …w samochodzie…
– Wołać go tutaj… dzwoń…

Podszedłem do Iwana i Ottona i po cichu powiedziałem, że łamiemy dwie ręce w nadgarstkach gościowi, który zaraz przyjdzie…
Wojtek wszedł jak do siebie i nim zdążył się zorientować, już leżał na glebie.
– Cześć Wojtek, nie znasz mnie, ale zrobiłeś mi wielką przykrość….
– Czego!!!
– Tak naprawdę to mojej żonie, a łapy, którymi lubisz dusić kobiety, nie będą ci już potrzebne… i kiwnąłem…

Trzask, trzask i krzyk…
– Wojtek, nie rycz jak baba, bo dostaniesz jeszcze po gębie, co, z moją żoną było ci łatwiej?
Niestety nie odpowiedział….
–  Co nic nie mówisz…? 

Napawałem się siłą…
Ok, wiem, że miałem ludzi…, ale oni też zawsze byli w grupie.
– A teraz słuchajcie szmaciarze, ten gość, który siedzi i nic nie mówi, to jest boss z Hamburga.
Zerknęli…
– Ma pod sobą stu ludzi, więc kurwa, jak wam coś się nie podoba, to obiecuję, że nikt nie znajdzie waszych grobów…

Cisza….
A potem skierowałem wzrok na ich szefa i dodałem…
– Ani twojego, ani Danki, ani Elżuni…
Znałem ten wzrok…to przerażenie…

Minęło 20 minut… i przyjechali moi policjanci, ich dwóch i trzech mundurowych.
Cwaniacy byli przestraszeni na dobre, bo nie wiedzieli, co się dzieje…?
– Witamy, Pan jest właścicielem lokalu?
– Tak.
– To, co tu się stało?
– Tych czterech panów postanowiło zrobić z mojego lokalu burdel i w zamkniętej sali zgwałcili jedną panią z gości, a prywatnie moją żonę…
– Oj… to nieładnie.
– A tych dwóch biznesmenów z Niemiec, moich gości, postanowili ją uratować i tak to się skończyło… nieszczęśliwie…

I zwrócili się od razu do ich szefa…
– Szprycha, czy to prawda? – gwałcisz panienki przy ludziach, pojebało cię…?
– To tak nie było…
– A jak?
Niestety milczał.
– Mamy rozpowiedzieć na mieście, że dwóch zwykłych gości zrobiło z ciebie i z twoich ludzi sieczkę..?
 – Nie…
– No widzisz, nie jesteś aż tak głupi….
Ten aż syknął…
– Szprycha…  wiem… a może ich było ośmiu… co?

Podniósł wzrok…
– I oczywiście walczyliście mężnie…?
– Tak, tak było…
Zaczęliśmy się śmiać…
– Ok, panowie piszemy zeznania…?
I każdy kiwnął głową…
– Ale wszystkie takie same…

Potem przyjechało pogotowie i zabrali połamanych.
Z policją uścisnęliśmy sobie dłonie, a na koniec dodałem do Szprychy…
– Jutro o 18 tutaj dokończymy interesy i masz być sam.
– Dobrze.

Myślę, że przekaz był wystarczający.
Mam za sobą ludzi z Niemiec i to pewnie jest mafia.
Policja siedzi w mnie kieszeni i jestem graczem, z którym nie warto zaczynać.
A tak na prawdę… to nie ja.

Byłem sierotą w życiu i w biznesie…  nawet, jako mąż…
A przez zdradę mojej żony, to los sobie ze mnie zakpił.
Dał rzeczy, które mnie cieszą, ale nie dają szczęścia.
Odebrał moją prawdziwą miłość… pozostawiając jedynie obrazy podniecenia…
Dał siłę, z której nie chciałbym korzystać, ale korzystam…

Wykorzystałem dobrą radę Mahmeda, jutro kupię długi Sławka i to mi będzie musiał oddawać…
I aż się zaśmiałem… bo gdybym był takim bandytą jak ci… to też odbierałbym odsetki od jego dziewczyny.

Moje życie jest zupełnie inne niż półtora roku temu… przez jedno głupie pragnienie…
Czy było warto…?
Czy miałbym pragnienie cofnięcia czasu?
Wymazania wszystkiego..?
Nie wiem…?
Naprawdę, nie wiem…?

5 2 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarszy
Najnowszy Najlepiej oceniany
Odpowiedz
Wszystko
Konrad
Konrad
7 miesięcy temu

Miło sobie przypomnieć całą historię od początku 😊
Że jest świetna to chyba nie trzeba mówić

Darmowe opowiadania erotyczne Strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych odbiorców. Jesteś osobą pełnoletnią?
1
0
Napisz komentarz.x
()
x