Robert 2

Robert 2

Dość szybko zasnąłem i nie wiedziałem czy spała obok, bo rano nie zastałem jej w łóżku.
Pierwsza myśl, jaka mi przyszła do głowy to, że wczoraj była jeszcze mocno podniecona i nie do końca myślała trzeźwo.
Zaraz powinno się wszystko wyjaśnić.

Była w kuchni i robiła dzieciom śniadanie.
Aż się uśmiałem, bo jej natura to wieczny śpioch, a rano to ja wstawałem robiłem im jedzenie.
– Witaj kochanie.
– Cześć…
– Dostanę buziaka?
– Jak chcesz…
Dwa suche słowa.

Nadstawiła czoło, cholera… ona nie jest sobą i coś tu nie gra.
Dzieciaki zjadły i poszły się bawić.
– Porozmawiamy?
– Ale, o czym?
Teraz to się zdenerwowałem.
– Poprosiłem cię tylko o spełnienie mojego marzenia, na które się zgodziłaś.
– I co z tego?
– Nie twoja zdrada, tylko wspólna decyzja o zaufaniu.
– To twoje słowa.
– Ok, ale seks ze Sławkiem miał być tylko rozwinięciem naszej miłości, mieliśmy potem to razem przeżywać, cieszyć się nim i po wszystkim doprowadzać się do szaleństwa, a ty mówisz coś o dziecku…?
– A jeśli nawet, to, co?
– Posłuchaj, jesteśmy małżeństwem,   mamy dzieci, a on ma dziewczynę, więc możesz mi to wytłumaczyć?

Podniosła głowę i spojrzała się na mnie bezczelnie i jakby nawet z dumą…
– Sławek żyje inaczej i ona nie ma nic do gadania.
– Ale to mój przyjaciel od dziesięciu lat i nie będę się z nim kłócił przez ciebie.
– Jak będzie mnie chciał brać, to zawsze mu dam.
– Co?
– Seks z nim to czysta żądza i nie zrezygnuję z tego.

Uderzyłem ją otwartą dłonią, aż się zawinęła…
– Czyś ty zwariowała?
– Przestań!!!
– To ja jestem twoim mężem i co ty sobie wyobrażasz?
– Nie zrozumiesz..
– Ja nie rozumiem?
– Nie.
–  Przecież to miała być tylko zabawa dla dopełnienia naszej miłości.

Wstała, poprawiła sukienkę, wytarła łzy i powiedziała…
– Mogę odejść od ciebie…

Zapowietrzyłem się.
– Co?
– Przystałam na twoje zboczenie, bo i tak chciałam się z nim przespać.
– Słucham?
– To facet z krwi i kości, który nigdy nie oddałby swojej kobiety innemu facetowi.
– Ale…
– Nie tłumacz się swoimi wymysłami o miłości, bo to jest  żałosne i jeszcze raz mnie uderzysz, a odejdę…

Niemożliwe, co tu się dzieje…?
– Co ty mówisz, jedno pieprzenie i chcesz odejść?
– Tak.
– Dlaczego?
– Bo gardzę tobą.
–Ty mną gardzisz?
– Tak.
– Ale, za co?
– Jesteś po prostu beznadziejny, masz stary dom po rodzicach, byle, jakie auto i robotę do dupy.

Dosłownie wbijało mnie w podłogę…
– A wiesz, dlaczego Sławek tak często przychodził do nas… wiesz?
– Powiedz…
– Bo od dawna miał na mnie ochotę, a z tobą przyjaźnił się z tylko, dlatego, że było mu ciebie żal.
– Nieprawda…
– To spójrz na swoje biedne życie…
– Nie jesteśmy biedni.
– Od następnego miesiąca będę pracować w firmie jego ojca i zarobię więcej od ciebie.
– Słucham?
– I co? Nadal myślisz, że nie mogę odejść?

I wtedy wbiegli chłopcy, radośni, weseli, i choć mój mózg dryfował w nieznane, przytuliłem ich, pocałowałem, i poszedłem się z nimi bawić.
Co chwilę się o coś pytali, a ja tylko się zastanawiałem, jak to mogło się stać, że w jeden dzień moje życie praktycznie się skończyło?
I ciągle wracało pytanie, czy to prawda, że ona może odejść?
A jak odejdzie, to, co z dziećmi?
Odbierze mi je?
Obłęd.

Już przed ślubem prowadziłem małą hurtownię chemiczną i do tej pory nie narzekała na pieniądze.
Ok, to prawda, że kiedyś było dużo lepiej, ale potem powstały wielkie sieci i każdemu się urwało.
Było gorzej, ale nie najgorzej.
Zresztą nasze Audi miało tylko dziesięć lat i nadal to był wspaniały samochód, więc, o czym ona mówi…?
A Sławek?
Dosłownie nie wierzę!
I ona mną gardzi…?
Co to za wyrażenie?
Czyżby nasza wielka miłość to było tylko złudzenie i to moje złudzenie?
I wtedy to do mnie doszło…

ONA MNIE NIE KOCHA!!!

O kurwa!!!

I do tego dałem jej powód do odejścia!
No tak, w sumie to będzie moja wina, bo sam wepchnąłem ją w jego ramiona.
Dla chuci, dla marzenia, egoizmu i dla słabości, która odwróciła się przeciwko mnie.
Moje założenia o miłości i pożądaniu rozbiły się, jak szkło o podłogę.
I do tego zrozumiałem, że byłem zwykłym frajerem… Ślepym, głuchym i głupim.

Chłopcy poszli spać, a ja na spowiedź.
– Od kiedy mnie nie kochasz?
Nic nie odpowiedziała…
– Chyba coś mi się należy?
– Od jakiegoś czasu, nie wiem, tak samo wyszło…
– Co zrobiłem złego, co ci przeszkadza, co mam naprawić?
Nadal nie patrzyła w moją stronę.
– Proszę… szaleję za tobą, właśnie spełniłaś moje największe marzenie i uwielbiam cię bezgranicznie.
– Ta twoja decyzja o oddaniu mnie dopełniła czarę… przelało się i nic na to nie poradzę.
– Ale ja oddam za ciebie życie, bo kocham każdą cześć ciebie i całą twoją duszę, proszę…
– Dla mnie jesteś zboczeńcem, a ja potrzebuję kogoś innego…
– Przecież mamy dzieci…
– Jutro dam ci odpowiedź.
– Dlaczego dopiero jutro?
– Bo dziś wychodzę ze Sławkiem.

I znowu oberwałem, a mój umysł zaczął się zwyczajnie wyłączać.
Zabolało i to bardzo bolało…
Jak mieliśmy dalej żyć, jeśli ona patrzyła na mnie jak na zboczeńca…?
Boże…, co ja zrobiłem?

*******

Gdy wyszła bez słowa, to nawet nie podszedłem do okna i nie tęskniłem jak wtedy.
Mój świat właśnie runął, a miało być cudownie i było, przez pięć nadzwyczajnych godzin.
Jakże to był cudowny czas…
Wtedy wyczekiwany, a teraz stracony…
Szybko też doszło do mnie, że ona nigdy nie opowie jak jej było i jak to przeżywała?
I pewnie nie będzie się ze mną kochać.
No tak… dla niej stałem się nikim.

Niech to szlag trafi!!!
Mam to wszystko teraz stracić?
A może powalczę o nią, nie o ciało, bo oddała je Sławkowi, ale o jej serce i naszą rodzinę?
Jeśli będę jeszcze lepszym mężem i więcej zajmę się dziećmi, to może da mi szansę?
Bo przecież, jak pójdzie do pracy, to ktoś będzie musiał się nimi zająć.
I tak… to będę ja.

Moja praca zajmuje mi tylko kilka godzin dziennie, więc ograniczę ją do minimum, resztę zwalę na magazyniera i będzie dobrze.
I nie pozwolę, aby mój fałszywy przyjaciel, odebrał mi miłość oraz szczęście moich dzieci, bo będę o nie walczyć.
A jeśli całkowicie poświęcę się rodzinie, to dzieci będą bardziej mnie kochać niż ją i może wtedy się obudzi?
Tak…, tak właśnie zrobię… i nie dam się tak łatwo wykiwać.
A potem coś wymyślę.

*******

Wróciła w nocy i po cichu poszła najpierw do łazienki.
Znowu zabolało, bo mnie od dłuższego czasu pozwalała tylko w gumie, a jemu już drugi raz bez.
A potem poszła spać do drugiego pokoju.
Pierwszy raz od dnia ślubu.
Czyli to prawda, że mnie nie kocha…

I wtedy zacząłem myśleć, bo nagle obrazy zaczęły się łączyć…
Praktycznie… tylko to na początku brała mi do buzi, a jemu nawet na pożegnanie.
Ja mogłem tylko w prezerwatywie, a on do środka…
I najważniejsze… jej ulubiona pozycja, to tylko od tyłu, na leżąco.
Czyli, praktycznie na śpiocha.
Mi odpowiadała super, bo miałem pełną kontrolę nad jej ciałem i moimi ruchami.
A do tego brałem jak chciałem, ściskałem piersi, ugniatałem tyłeczek i delektowałem się udami, o tak cudownym kształcie, że praktycznie zawsze lałem bez problemu.
Tak… ta pozycja dawała mi szczęście, a jej święty spokój, bo nie musiała się angażować, a frajer, niech robi, co musi.
Fakt, to już trwało od dawna…
Kurwa…, Ale byłem ślepy i głuchy!!!

*******

Niedzielny poranek zaczął się cudownie. Dzieci rozwalały dom, a moja w kuchni piekła placki.
– Kto chce naleśniki?
– Ja, ja…
– Ja również mogę?
– Oczywiście.

Spojrzałem na nią… a ona promieniała, była cudownie uśmiechnięta i radosna, jak dobrze spełniona kobieta.
Najwidoczniej, mój były przyjaciel dawał jej wielką rozkosz.
Tylko… no właśnie…
Przecież… o to mi chodziło, aby była jeszcze bardziej szczęśliwa.
I patrząc na jej radosny uśmiech, też byłem szczęśliwy, na swój sposób, ale byłem.
– Dziś wieczorem odwiedzi nas Sławek z Kasią i masz się zachować, bo pożałujesz.

Kurwa, czar prysnął!!!
Bo odezwała się jak do psa i tak właśnie się poczułem.
Ale nic, robiłem to, co zawsze…
Czyli posprzątałem całe mieszkanie, zmyłem podłogi, zrobiłem obiad i jeszcze bawiłem się z dzieciakami, które szalały, nie będąc niczego świadome.
I wtedy postanowiłem, że nigdy nie pozwolę, aby one stały się kartą przetargową między nami. Będę je kochać bezgranicznie i opiekować się na wszystkie sposoby, bo one muszą być szczęśliwe.
A wiecie, dlaczego?  Bo tylko one mi zostały…

*******

Wieczór nadchodził, a we mnie narastał niepokój i pytanie… jak mu spojrzę w oczy?
A jak on mi?
I co powiedzieć?
Przecież tyle lat przyjaźni poszło zwyczajnie w kanał.
Czyżby męska solidarność nie istniała?
A może to prawda, co mówiła, że tak naprawdę to nigdy nie był moim przyjacielem?
Zresztą i tak już nim nie był, więc powinienem go potraktować jak obcego.
A nawet, jako wroga, który ukradł mi żonę i na dodatek wchodzi z buciorami do mojego życia.
I teraz jeszcze przyjdzie mnie podeptać, zeszmacić, a ja… a ja… mu … na to pozwolę.
Bo kocham moją żonę i jej szczęście jest moim priorytetem.
Zresztą muszę, bo inaczej wszystko stracę, zanim zacznę się bronić.

Przyjechali…, ale pierwsza weszła Kasia.
– Cześć wszystkim.
Powiedziała to nawet radośnie, więc albo nic nie wie, albo elegancko gra?
– Cześć Kasiu.
Przywitałem się, za to moja minęła ją bez słowa i poleciała do przedpokoju… do Sławka.
– Siadaj gdzie chcesz, co tam…?
– Mamy fajny film, dzieci już śpią?
– Tak, oczywiście.

Po chwili wszedł Sławek.
– Cześć.
– Cześć…
Suche, drętwe, bez przymilania.
– Słuchaj, chodź na chwilę, mam słówko….– powiedział.
– Ok.

Wyszliśmy do sieni.
– Posłuchaj… wyszło trochę inaczej niż się umawialiśmy, ale nic na to nie poradzę, taki jestem, tak traktuję kobiety i nie wiedziałem, że tak na mnie podziała…
– Nie wiedziałeś?
– Nieważne, ja o czymś innym… sytuacja jest taka, że twoja żona jest w pewnym sensie teraz moją kobietą i muszę o nią dbać i niestety, ale nie możesz jej bić…
I przywalił mi z liścia.

– O kurwa, ty… ty…!!!
– Uspokój się, teraz jesteśmy kwita…
– Ty chamie!
– Po prostu nie bij jej więcej, ani nie krzycz na nią, bo pewnie tego nie rozumiesz, ale kobiety są inne, a ona szczególnie.
– Do tej pory radziłem sobie…
– Nie, nie radziłeś, bo nie zauważyłeś, że ona ma inną klasę niż ty.

Spojrzałem się na niego…
Na człowieka, który poniżył mnie w moim domu, obraził i do tego był zwyczajnym lisem, którego sam wpuściłem do kurnika.
I… niestety musiałem go tolerować, więc nie odezwałem się, bo milczenie jest złotem.
A na dodatek nie mogłem dać po sobie poznać, że będę się bronić w wojnie, którą on zaczął.
Odwróciłem się i poszedłem do dzieci.

Po trzydziestu minutach Kasia zajrzała do mnie i zapytała się, czy przyjdę na film?
Poszedłem.
Siedzieli tak na kanapie, że on w środku, a dziewczyny po bokach i oczywiście nikt na mnie nie zwrócił uwagi.
Kasia była przytulona, a moja jakby nie, ale zdążyłem zauważyć rękę na jej biodrze.
Usiadłem w fotelu i nic nie zapamiętałem z filmu.

Tak gdzieś w połowie moja się zapytała…
– Ktoś chce drinka?
– Kasiu, mogę wypić, będziesz prowadzić?
– Oczywiście.
– To ja chętnie, whisky z lodem, – powiedział… zresztą pomogę ci…

I razem wyszli do kuchni, a ja siedziałem skulony w fotelu i bałem się nawet odezwać.
Kasia coś mówiła, ale nie byłem w stanie się skupić, bo moje myśli podążyły za nimi.
Podejrzewałem, co robią… i strasznie mnie to bolało, że dzieje się to w naszym domu.
A, gdy wrócili, to ewidentnie prowadził ją z ręką na tyłku, a ona go lekko obejmowała.
Kasia nic, jakby była ślepa.

Gdy film się skończył, to rzucił jej kluczyki i powiedział.
– Idź rozgrzej silnik, a ty mnie Oleńko odprowadź…
Kasia spojrzała się na mnie bardzo dziwnym wzrokiem, jakby chciała zadać pytanie…, dlaczego na to pozwalam?
I co miałem jej odpowiedzieć…?
Że żałuję… ?
Tak… bardzo żałuję swojej głupiej prośby, ale jeśli ona to planowała od dawna, to ja teraz mam inny cel, uratować swoją rodzinę, a nie jej związek.

Wyszła, a ci mnie minęli trzymając się za ręce.
I wiem, że nie powinienem był tego zrobić, ale to było silniejsze.
Wziąłem kieliszki i przeszedłem do kuchni.
Stali objęci na końcu przedpokoju i bez skrępowania całowali się w pełnym świetle, nie zwracają na mnie uwagi.
Przystanąłem na kilka sekund i choć ten widok był wstrętny, to zarazem jednak tak cudowny, że stanął mi w sekundę.
Bo to właśnie była esencja mojego zboczenia…
Zobaczyć swoją żonę w objęciach innego…
Jednak ból świadomości, że nie robi tego dla mnie, zwyciężył… i odwróciłem się.
A noc, tak jak i kolejne, spędziłem osobno.

*******

Następny tydzień minął w miarę spokojnie i zacząłem mieć nadzieję, że sytuacja zaczynała się uspokajać. Niestety, wieczorem w piątek oznajmiła mi, że Sławek zaprosił nas na wycieczkę do jego domku nad jezioro.
Wszystkich… również mnie i dzieci.
Chłopcy szaleli…, bo Sławek, to przecież ich ulubiony wujek, a mnie bolało serce.
Nie miałem pojęcia, co kombinują i ta niepewność, pomieszana ze strachem, dosłownie, paraliżowała moje postępowanie.

W sobotę rano ciężko było się wygrzebać z dzieciakami, bo ona się stroiła, a ja jak zwykle byłem sam, ale na jedenastą byliśmy gotowi.
Przyjechał.
– Wszystko gra?
– Oczywiście.

I wtedy moja wyszła z pokoju.
Ubrana w satynową wiśniową sukienkę do kolan, z perłami na szyi i w szpilkach.
Oczywiście zauważyłem brak stanika, bo jej dość duże piersi mocno się kołysały, a stojące brodawki mówiły wszystko.
Tak emanowała seksem i taką aurą, że Sławek aż jęknął, a ja stałem wbity w ziemię jak pies.
Moja nie jechała na wycieczkę do lasu, tylko na seks i to bez dwóch zdań.

– Zajebiście wyglądasz suczko…
– Wiem.
Gdy przeszła obok niego, to trzasnął ją w tyłek, a ona ani nie jęknęła, tylko jeszcze bardziej nim zakręciła.

Oczywiście, my z dziećmi do tyłu, a oni, jakby w ogóle nas nie było.
Rozmawiali tylko ze sobą  cały czas się dotykając.
A ja, patrzyłem na idealny obraz zakochanych w sobie ludzi i zastanawiałem się, dlaczego my nigdy tak nie robiliśmy?
A może to jednak była moja wina, bo za mało okazywałem jej uczuć?
I jestem tak samo winny, jak nie bardziej?

Zrobiło mi się smutno, bo zrozumiałem, że być może coś nam w życiu umknęło bezpowrotnie.
I to coś… właśnie dostawała od niego.
Widziałem jej uśmiech i spojrzenia, i były one zupełnie inne, niż w domu.
Do tego była tak swobodna i radosna, jakby nasz świat w ogóle nie istniał.
Czyżbym naprawdę był aż tak ślepy?
A może zbyt pełen wiary, że zawsze będzie dobrze?

Tak byli zafascynowani sobą, że w pewnym momencie przysunęła się do niego i się pocałowali.
A ja dostałem następne uderzenie w głowę, bo mój młodszy synek cichutko, jakby do siebie, powiedział…
–  A mamusia całowała się z wujkiem…
Nikt tego nie usłyszał, bo grała muzyka.
Nikt… tylko ja…, czyli nadal nikt.

Dojechaliśmy.
Okazało się, że domek był samym jeziorze, więc dzieciaki od razu pobiegły do wody, a ja wtedy zrozumiałem, że miałem być zwykłą opiekunką do dzieci.
Rozglądnąłem się, a dookoła cisza i żadnych ludzi…
– Pusto tu – powiedziałem.
– Jezioro i gdzieś z trzy hektary lasu są nasze, więc nikogo nie będzie.
Zajebiście… pusty las, pusty domek i frajer z dziećmi.
– My ze Sławkiem idziemy się trochę przejść… a ty pilnuj dzieci, szczególnie nad wodą…

Zaczęło się, choć nie spodziewałem się, że tak szybko.
Smutnym wzrokiem doprowadzałem ich patrząc, jak moje szczęście oddala się z obcym facetem, trzymając go za rękę.
A potem zwariowałem, bo dosłownie, po kilku metrach, jednym ruchem zdjęła sukienkę i stojąc nago, w samych pończochach, podeszła i przytuliła się cała do niego.

I co ja zobaczyłem?
Zdradzającą mnie żonę?
Nie… ja widziałem tylko jej cudownie idealne ciało.
Jej duże piersi, pełne biodra i wspaniałe mocne nogi, które zawsze mnie fascynowały.
Była dość wysoka i choć po dwóch ciążach, kilka kilogramów jej zostało, to dodawały one jej tylko urody.
A, że miała idealnie proporcjonalne ciało, to odłożyły się one na piersiach, udach i biodrach, a talia nadal pozostała jak u osy.
Jakże ona była kobieca!
Wenus, po prostu piękność.

Sławek pocałował ją, a potem coś powiedział i spojrzała się w moją stronę.
Nie wiedziałem, czy chodziło o to, aby zobaczyć, co robię, czy, abym właśnie zobaczył, co oni będą robić? \
Ale szybko to zrozumiałem…, bo Sławek rozpiął spodnie, a moja klęknęła i wzięła do buzi.
Miałem patrzeć… jak będzie ją brać w usta.

I patrzyłem…
Na to, o co sam ją prosiłem… na realizację moich marzeń.
Tylko, że wyobrażać to sobie, a widzieć na żywo, to zupełnie coś innego.
Szybko spojrzałem się na dzieci, ale spokojnie bawiły się w piasku, obok, więc wróciłem do nich… a widok był obłędny.
I niestety, ale walnęło mnie takie podniecenie, że zrobiłem to…
Wyciągnąłem i zacząłem to robić ciągle patrząc, jak moja klęczy przed samcem i mu bierze, a on dociska jej głowę.
Na chwilę przyszła mała zazdrość, bo, gdy mi kiedyś robiła, to tak delikatnie i nijako, że zawsze sam musiałem dokończyć ręką.
A jemu brała jak prawdziwa suczka, fachowo i głęboko.

Nie trwało to długo i gdy zaczął jęczeć, a potem strzelać, to zrobiłem to samo.
Tylko, że ja, jak zboczeniec na piasek, a on w usta mojej żony.
Taki wstyd…, ale było mi tak dobrze, że nawet nie musiałem patrzeć, co zrobił potem?
Po kilku minutach wrócili i miałem nadzieję, że nie zauważyli, co zrobiłem.
W duchu przeklinałem swoje poniżenie i zarazem dziękowałem, że los pozwolił mi doświadczyć tego wspaniałego widoku i uczucia.
Bo zawsze tego pragnąłem… widzieć ukochaną, gdy bierze obcemu do buzi.
I nawet byłem dumny, że tak piękna kobieta, a robi to bez oporów.

Tylko, że gdy mnie minęli bez słowa, to zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę zrobiła to, aby mnie upokorzyć.
Naszą miłość i wspólne życie.
I na dodatek, była z tego zadowolona.
Nie mogłem tego pojąć, jak można rodzinę i dzieci tak nagle odstawić?
Przecież są rzeczy ważniejsze niż chwilowe przyjemności, czy nawet najpiękniejszy seks.

Ponadto, gdzieś w głębi duszy, miałem nadzieję, że czas to mi wynagrodzi, bo wiadomo było, jaki był Sławek. Może pobawi się, a potem pozna następną i wszystko się odkręci?

– To co, opalamy się – zapytała moja?
– Oczywiście – odparł Sławek.
– Idę się przebrać.
On rozebrał się przy mnie.

Tak, i wtedy dotarła do mnie następna prawda.
Sławek był dużo lepiej zbudowany ode mnie, był wyższy i o kilkanaście kilogramów cięższy.
A ja, no cóż…?
Waga była moją słabą stroną, bo ważyłem 74 kg przy wzroście 180 i zawsze wyglądałem chudo, a że nigdy nie ćwiczyłem, to i nie było, czego oglądać.
Moja wielokrotnie śmiała się z moich żeber, a gdy wychodziłem do ogrodu bez koszulki, to wołała, abym uważał na bezdomne psy.
Wtedy razem się śmieliśmy…, ale teraz zaczynałem widzieć w tym inny sens.

I ciekawe, czy to również było powodem jej oddalenia?
Ale patrząc na Sławka, podejrzewałem, że tak.
Nie był idealny, bo brzuszek mu wystawał, ale w porównaniu do mnie… wyglądał jak heros.

I wtedy wyszła moja z domku.
Tylko w dolnej części stroju, bez stanika.
Kurwa!

Niby tego chciałem, ale zaczynało być tego wszystkiego za dużo, do tego serce tak mi waliło, że słyszałem je w uszach.
– Co za piękny widok kochanie …– powiedział Sławek.
Kochanie?
To jest Moja żona!!!

– No właśnie kochanie – powiedziałem…
– Daruj sobie – syknęła… – Nasmarujesz mnie Sławku…?
– Z przyjemnością.

Miał rację, bo widok jak smarował olejkiem jej piersi, a potem uda i pośladki… był naprawdę pięknym widokiem.
Dla niego i dla mnie.
A jak mała plamka wilgoci pojawiła się na jasnych majteczkach i brodawki powiedziały swoje, to znowu mi stanął.
Odwróciłem się do dzieci, a oni położyli się trzymając się za ręce.

Po dziesięciu minutach wstał i powiedział, że idzie do wody.
I popłynął na środek jeziora, a mnie znowu zakuło, bo nie umiem pływać i moja to wie.
Jednak byłem cieniasem, chudym i do tego marną pierdołą.
Nie użalałem się nad sobą, tylko zaczynałem to rozumieć, bo nasze porównanie dużo mi powiedziało.
Miał rację, to była inna klasa.
Fakt.

A gdy wyszedł z wody, to naprawdę wyglądał jak Apollo.
Mięśnie miał tak napompowane, że aż biała z nich siła, a gdy przyszedł, to moja chwyciła ręcznik i zaczęła go wycierać.
Kurwa!!!
Gdy dojechała do bioder, powiedziała na głos…
– Weź mnie, bo nie mogę już wytrzymać…
A on bez słowa klepnął ją w pośladek i powiedział…
– Zawsze i wszędzie.

Zwyczajnie powinienem szaleć z rozkoszy, bo znowu spełniało się marzenie, ale… poczułem się, jakby drugi raz oberwał od niego w gębę..
I tak jak wtedy, zostałem sam z dziećmi, jako opiekunka, bez słowa, bez zgody, bez niczego.

Poszli do domku i nie zamknęli drzwi, a że moja głośno oznajmia swoje orgazmy, to niedługo byłem świadkiem pierwszego, drugiego i trzeciego…
Cudownie i choć stanął mi jak zawsze, to zacząłem go ignorować.
Patrzyłem się na moje dzieci i zacząłem rozumieć, że teraz to one będą moim szczęściem i radością.
I to ich miłość będzie musiała mi wystarczyć..
Po jakimś czasie, przy ciszy, wtuliły się we mnie i pozasypiały.
Siedziałem tak na plaży i mocno zastanawiałem się nad życiem i nad tym, jak sam, na własną prośbę, je spieszyłem.

Powinni już wrócić.. ale znowu ją usłyszałem.
Nagle z zarośli wyszedł jakiś rybak…
– Jest Sławek?
– Jest, ale zajęty.
– A czym? – Mam ryby…
– Jakby tu panu powiedzieć… a co tam… właśnie zabawia się z moja żoną.
– A tobie biedaku tylko dzieci zostały?
– Tak, na całe szczęście, w tym nieszczęściu.
– Nie martw się, wiele tu już dziewczyn było, przychodzą i odchodzą, więc i ona mu się znudzi, znam go, chociaż mężatkę przy mężu, to brzydko.
– No właśnie.
– Robi się coraz gorszy, ale powiem ci dzieciaku, że los jest nierychliwy, ale zawsze sprawiedliwy.
– Akurat.
– Miałem podobną sytuację z moją żoną, gdy poszła za majątkiem do młynarza.
– I co?
– Gdybym się czymś nie zajął, to zwariowałby.
– Ja jestem blisko…
– Dzieci to za mało, bo szybko dorastają, musisz znaleźć sobie coś, co pochłonie cię bez reszty, jak mnie ryby i dopiero wtedy oderwiesz się od kłopotów.
– Jakoś ciężko to widzę…
– Powiem ci prawdę o życiu… baby nie są najważniejsze, są głupie i nie warto, za tymi, co odchodzą, czekać.
– Ale ja ją kocham.
– Zobaczysz, będzie tylko gorzej…
– To, co mam zrobić?
– Zwyczajnie żyj, jak i ja żyłem, a potem się śmiej.
– Z czego?
– Jej młynarz umarł dziesięć lat temu i teraz jest sama, słyszysz ironię losu?
Uśmiechnąłem się…
–Widzisz, tak trzymaj… pójdę, bo chyba się nie doczekam.

I poszedł, a ja zostałem i słuchałem jak Sławek walił moją od tyłu, bo tylko plask i plask.
Trwało to jakąś chwilę, a potem mocno się zdziwiłem, gdy usłyszałem…
– Tylko wszystko połknij suko…
O…!!!
Pełna kultura z jego strony… teraz suko… już nie kochanie…?
Ha.. Ha…
Zacząłem się śmiać, bo ja nigdy nie odezwałbym się tak do niej.
Zajebisty kochanek, naprawdę…

Potem była cisza i zastanawiałem się, co robią, ale wyszli, a on rzucił mi kluczyki.
– Jestem po trzech piwach, poprowadzisz…
Jak do psa…, ale on taki był i zdążyłem się przyzwyczaić, zresztą moje dzieci nie będą jeździć z pijakiem.
Zebraliśmy się.
Moja zmęczona usiadła z tyłu, a on z przodu.

Po kilku kilometrach… po raz trzeci, coś zrozumiałem.
Jego dwuletni mercedes prowadził się dużo lepiej niż moje dziesięcioletnie Audi.
I może moja miała rację, że jestem biedny…?
Tylko, że jego ojciec miał wielką stolarnię i Sławek dostał go w prezencie na urodziny.
Ja swój kupiłem za moje.
Niemniej cieszyłem się wtedy jego szczęściem, bo nigdy nie byłem zazdrosny, że komuś powodziło się lepiej.
Mieli więcej pieniędzy, to mieli i nie ma, co się użalać. Tylko, że one nie określają, jakim się jest człowiekiem, dobrym czy złym?
Ale najwidoczniej mocno pomagają w niektórych kwestiach.

Po dojechaniu do domu, o dziwo, odjechał bez słowa i bez pocałunku, a ona poszła od razu spać.
Zostałem sam z dziećmi, jak zawsze, ale i z małą radością, bo najwidoczniej, jakby coś im nie wyszło.

5 6 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Odpowiedz
Wszystko
Darmowe opowiadania erotyczne Strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych odbiorców. Jesteś osobą pełnoletnią?
0
Napisz komentarz.x
()
x